Zdjęcie po retuszu

CaptureOne → Photoshop

Na wstępie

Na wstępię zaznaczę, że artykuł skierowany jest raczej do osób, które swoje pierwsze kroki w Photoshopie postawiły już jakiś czas temu, a ich praca nie ograniczyła się do kadrowania zdjęć. W necie znajdziemy tysiące poradników, jak prawidłowo, a jak nie prawidłowo retuszować portret. W tym wpisie pokażę Wam mój sposób na obróbkę portretu. 

Daleki jestem od osądów w tym stylu, gdyż jeśli dana metoda jest dla kogoś wygodna, a efekt finalny przyjemny dla oka to portret jest wyretuszowany prawidłowo. Pomijam tu fotografię “produktową”- w cudzysłowie dlatego, że mam na myśli fotografię, gdzie to model jest po części produktem, a finalna fotografia trafia do druku wielkoformatowego, niekoniecznie na jednym urządzeniu i jej kolory oraz jakość muszą być zawsze high-end, by za każdym razem wyglądała tak, jak autor miał na myśli.

Przez kilka lat styczności z fotografią wypracowałem sobie różne tryby pracy dla różnych rodzajów fotografii, każdy z nich jest oczywiście na bieżąco dopracowywany, ale w formie jakiej istnieją obecnie sprawdzają mi się znakomicie- produkt końcowy może być drukowany bez zauważalnych błędów, wyświetlany w świetnej jakości na ekranach, a moja praca jest względnie szybka. Korzystam wyłącznie z CaptureOne w wersji 12 i Photoshopa w na bieżąco aktualizowanej wersji z Creative Cloud. Po testach różnych wynalazków typu Portraiture, czy PortraitPro zdecydowałem się zostać przy tych “pierwotnych” narzędziach, ponieważ mimo, że efekt był całkiem zadowalający, same programy wydały mi się pójściem na łatwiznę i szczytem lenistwa w procesie, którego podstawy sprowadzają się do minimalnej wiedzy z zakresu technik retuszerskich. 

SOOC

Zdjęcie wykonałem późnym, jesiennym popołudniem w zastanym naturalnym świetle i dosyć ocienionym miejscu.

Użyłem mojego Canona 6D i ulubionego 35mm 𝑓/1.4L USM bez jakichkolwiek lamp zewnętrznych. Spotkałem się wiele razy z opinią, że 35mm absolutnie nie nadaje się do portretu i powinno się korzystać od 50mm wzwyż. Bardzo się z tym nie zgadzam, 35mm jest dosyć trudną ogniskową w portrecie za sprawą dystorsji i w tym modelu akurat sporej aberracji na 𝑓/1.4. Wiele czasu zajęło mi nauczenie się tego obiektywu, ale od początku jego posiadania zakochałem się w obrazku jaki daje.

Dystorsja najwidoczniejsza jest tylko w określonych warunkach i przy specyficznym kącie fotografowania, co wcale nie oznacza, że działa na niekorzyść. Trzeba nauczyć się ją kreatywnie wykorzystać, albo zniwelować narzędziem korekcji obiektywu w CaptureOne. W 99% przypadków zostawiam zniekształcenie nieruszone. Winietowanie, które w tym obiektywie wynosi około -2EV na 𝑓/2, czyli gigantyczne, jest w moim wypadku zaletą, gdyż prace, które wykonuję najczęściej są znacznie przyciemnione w rogach, a w razie potrzeby efekt ten można bezproblemowo usunąć w postprocesie. Poza 85mm jest to dla mnie najlepsze narzędzie do portretowania.

Dokładne parametry na jakich fotografowałem znajdziesz pod zdjęciem obok.

Obraz SOOC

Canon 6D + Canon 35mm 𝑓/1.4L USM @ 𝑓/2 1/125s ISO 100

Sprzęt

Do pracy ze zdjęciami używam 17 calowego MacBooka Pro z (UWAGA!) połowy 2010r, który pod pokładem ma i7 z 2,66GHz, 8GB DDR3 GeForce 330M i terabajtowy dysk SSD. Sprzęt sprzed prawie dekady na codzień całkiem nieźle spisuje mi się w codziennej pracy i póki co nie mam w planie wymieniać go w najbliższej przyszłości. Sam retusz wykonuję przy pomocy Wacoma Intuos Pro S poprzedniej generacji. Często słyszę pytanie, czy można retuszować myszą. W jakikolwiek sposób by nie spojrzeć na tę kwestię, kategorycznie nie da się. Zaczynając od komfortu pracy samym nadgarstkiem, gdzie naszą precycję możemy mierzyć w milimetrach, a nie całym przedramieniem którego precyzję mierzymy już w centymetrach, poprzez możliwość wykrywania siły nacisku przez tablet, a kończąc na ergonomii przycisków znajdujących się na piórku i świetnego, bardzo funkcjonalnego Touch Ringa Wacoma.

Pracuję przy mało intensywnym świetle i obowiązkowo podświetlam listwą ledową obszar za matrycą laptopa, która ustawiona jest na około 40-50% jasności, by nie męczyć oczu wielogodzinną pracą. Dodatkową wygodę zapewniają gumowe podkładki pod nadgarstki.

Wywołanie Rawa

Wywołanie rawa zaczynam od zmiany krzywej filmu na spłaszczającą obraz krzywą z pogłębionymi cieniami, która swoim filmowym charakterem da mi za moment najlepszą kontrolę nad kontrastem i korekcją barw oraz wstępnym color gradingiem. Balans bieli zazwyczaj poprawnie ustawi mi już sam aparat i nie ma potrzeby modyfikowania go, z wyjątkiem sytuacji, gdy fotografuję w świetle żarówek lub studio. W cieniu Canon 6D radzi sobie świetnie. Zdjęcie zaczynam “kolorować” już na samym początku, gdyż lubię już od początku widzieć efekt zbliżony do końcowego. Uprzedzając wiadomości, że color grading wykonuje się na samym końcu końców, tuż przed wyostrzaniem: nigdy nie robię więcej niż jednej wersji kolorystycznej jednej fotografii i nie potrzebuję radykalnych zmian w późniejszych etapach, a jeśli wystąpiłaby taka potrzeba- faktycznie zrobiłbym to na samym końcu. Dosyć mocno w tym wypadku ochładzam cienie i delikatnie ocieplam półtony i światła. 

Poprawnie dobrałem parametry do oświetlenia panującego w miejscu sesji, więc nie mam potrzeby korygowania ekspozycji, a jedynie odzyskuję maksymalnie najjaśniejsze partie obrazu oraz przywracam odrobinę więcej szczegółów z cieni. Zależy mi na dosyć wyrazistym zdjęciu, więc podkręcam kontrast i jasność półtonów i świateł. Zmniejszam nasycenie całego obrazu, by w późniejszym etapie wrócić do tego samego lub większego, ale z innymi już kolorami. Dodaję jeszcze sporo winiety, by utrzymać ją na poziomie około -3EV.

Kolejno zabieram się za wstępne podkreślenie spojrzenia Dominiki maskując tęczówki i zwiększając nasycenie, jasność oraz kontrast i rozjaśniając najciemniejsze detale. Przejrzystością kontroluję mikrokontrast dodając tęczówce wydatniejszą strukturę. Podobnie podkreślam usta i bardzo płaską lewą stronę zdjęcia, którą nieco przyciemniam i zmieniam jej kontrast na około +17.

Tak przygotowanego rawa eksportuję w oryginalnej rozdzielczości do pliku *.PSD o 16 bitowej głębi kolorów, która da mi najszerszą rozpiętość tonalną i pozwoli najswobodniej nanosić nawet radykalne zmiany bez utraty informacji i kolorze.

 

Retusz

Po odpaleniu zdjęcia w photoshopie od razu włączam akcję tworzącą warstwy separacji częstotliwości. Biorąc pod uwagę fakt, że tą fotografią nie celuję w żaden sposób w oddanie całkowitego realizmu sceny, ograniczę się wyłącznie do metody Frequency Separation, która najszybciej pomoże mi uzyskać porcelanowy wygląd skóry Dominiki. Dodge & burn wykorzystam wyłącznie do kontrastowania.

Frequency Separation

Przy FS promień mediany ustawiam na 4, podyktowane jest to całkowitym usunięciem tekstury przy zachowaniu możliwie dużej ilości szczegółów na warstwie Low. Do wyrównania kolorów stosuję wygodny pędzel mieszający, a poprawność i dokładność wyrównania kontroluję włączając widoczność warstwy symulującej całkowite odwrócenie obrazu negatywowego na pozytywowy, czyli tak zwanej solaryzacji. Teksturę obrazu poprawiam owalnym pędzlem korygującym, któryego rozmiar za każdym razem ustawiam na minimalnie większy od usuwanej w danym momencie niedoskonałości. By lepiej znaleźć na zdjęciu plamki, które powinienem usunąć tworzę warstwę monochromatycznego mieszania kanałów, gdzie jako wyjściowy ustawiam szary, kanał niebieski na +200, zielony- 0 i reguluję kontrast czerwonym. Większość niedoskonałości skóry udało mi się już usunąć wraz z przebarwieniami, więc pozostały tylko te najdrobniejsze.

Dodge & Burn

Kolejno tworzę warstwy krzywych dla globalnego Dodge & Burn. Tryb mieszania obu ustawiam na Jasność. Zmiany, jakie wprowadziłem możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć obok. Takie same warstwy tworzę dla lokalnego Dodge & Burn, by mieć możliwie jak największą i niezależną kontrolę nad siłą ich użycia. Skupiam się tu głównie nad mikrokontrastem oczu, włosów i innych drobnych elementów kadru.

Color Grading

Gradacja kolorystyczna ogranicza się tym razem wyłącznie do dwóch warstw gradientu ustawionych w tryb Rozjaśnianie. W tym trybie możemy kontrolować wypełnienie kolorem suwakiem Wypełnienie oraz siłę użycia suwakiem Krycie. Prawą stronę kadru nasycam w ten sposób kolorem UltraViolet z palety Pantone, by podkreślić barwę cieni, a promienie słoneczne w lewej części podciągam gradientem Primrose Yellow. Całość fotografii kontrastuję dodatkowo warstwą krzywych pogłębiając cienie i rozjaśniając jasne partie.

Sharpening

Na samym końcu pracy w Photoshopie wyostrzam zdjęcie dwoma warstwami z filtrem górnoprzepustowym ustwiając promień pomiędzy 1.5, a 3. Dolną ustawiam w trybie Łagodne Światło, a górną w Nakładka, której odcinam krycie świateł dla warstw poniżej. W tym zdjęciu wyostrzyłem wyłącznie tęczówki oczu, by uwydatnić ich szlistość, cała reszta obrazu jest wystarczająco wyraźna.

 

To tak w skrócie mój sposób na obróbkę portretu

Wiecie już jak wygląda moja praca z obrazem. W skrócie, tak naprawdę, bo opisując 30 minutowy proces retuszu jednego zdjęcia można by stworzyć pół aktualnej wikipedii. Nie jest to poradnik i wszelkie wartości w użytych narzędziach są podyktowane wyłącznie moją inwencją, a sam workflow na pewno w jakimś stopniu różni się od Waszego i na pewno od tego, który uchodzi za prawidłowy (istnieje taki?). U mnie sprawdza się doskonale i działa.

Przepis na zdjęcie znajdziecie tylko i wyłącznie we własnej głowie, a nie w internecie. Nie ma też znaczenia, jakich narzędzi i technik użyjecie do jego stworzenia. Ja zostaję z Photoshopem- za jego intuicyjność, prostotę i możliwości, które ogranicza tylko moja wyobraźnia.