Czas zakończyć

najważniejszy chyba dotychczas rok w mojej fotograficznej działalności. Jaki on był? Pełen zmian, decyzji (złych i dobrych), poszukiwań, minął mi naprawdę bardzo szybko, a to za sprawą wielu sesji, wydarzeń rodzinnych, reportaży i obróbki tysięcy zdjęć. Wkładając szampana do lodówki by powitać 2019 schłodzonym, pomyślałem “Było super. Szoda, że tak krótko”.

W 2018 rozwinąłem się w wielu dziedzinach, porzucając inne już na stałe Nie przeciągając zbytnio wstępu, moje podsumowanie 2018 roku:

Jak się zaczął?

Studyjnie. Po świątecznych minisesjach, chciałem przez jakiś czas podziałać w trochę innych tematach, a że nie było do tej pory okazji by wykorzystać kilka ciekawych technik i trików w retuszu, postawiłem na beauty i portret studyjny. Już wcześniej bardzo odnajdywałem się w tym temacie, a moje portfolio aż wołało w tamtym momencie o coś świeżego. Udało się zrobić kilka sesji m. in. z Dominiką, Olą i Wiktorią. Dzięki Adamowi, którego studio wynajmowałem (gorąco polecam fotografom Studio Po Zmroku) miałem wiele okazji by poeksperymontować ze światłem, a miedzy sesjami szlifowałem uparcie swój retusz. Do marca spędziłem chyba ze sto razy więcej czasu przed komputerem niż z aparatem w ręku, pożądane efekty były coraz lepsze i  uzyskiwałem coraz szybciej. Mimo, że odpuściłem wtedy wiele sesji, była to świetna decyzja i jestem pewien, że nie zmarnowałem tego czasu.

W międzyczasie ogarnąłem kilka reportaży, sesji rodzinnych oraz dziecięcych. Tych ostatnich coraz mniej i z coraz większą niechęcią- nastał wtedy moment w którym zrezygnowałem z ich wykonywania całkowicie. To nie tak, że nie lubię fotografować dzieci. Lubię, sprawia mi ogromną radość fotografowanie dzieci… Swoich. Teraz już tylko i wyłącznie, nie z powodu samych dzieci, a rodziców. Pech chciał, że trafiałem najczęsciej na takich, którzy za to, że dziewczynka na zdjęciu płacze, a chłopczyk ma nie taką minę jakby chcieli, potrafili winą obarczyć mnie. Szkoda moich nerwów. Podzękuję.

Plenery

W kwietniu zaczął się mój sezon ślubny. Sesje indywidualne zeszły automatycznie na drugi plan, jednak kilkanaście udało mi się w kalendarz wrzucić. Nie chcąc marnować coraz lepszej pogody, wiosennych kolorów na zamknięte studio postawiłem na plenery. Spontaniczne plenery. Nie zrażając się pogodą, ostrym słońcem postanowiłem udowodnić sobie, że dobre zdjęcie nie wymaga ładnego otoczenia i można je zrobić wszędzie i o każdej porze, zacząłem robić coraz więcej zdjęć pod słońce, używać jak najmniej sprzętu (pracowałem praktycznie cały czas pięćdziesiątką 1.4 Canona, nie używałem lampy, a blenda, którą ze sobą zabierałem złożona mieściła się w kieszeni), a do uzyskania ciekawych efektów używać rzeczy z otoczenia zastanego w plenerze. Pojawiało się dużo nieostrości wykonanych liściem, czy foliową torebką oraz refleksów świetlnych wykonanych telefonem. Zaopatrzyłem się wtedy w pryznat i suncatcher, które odblokowały mi nową, kreatywną drogę do tworzenia. Moje sesje w plenerze zaczęły wyglądać jak zwykłe spacery, spontanicznie zacząłem wykorzystywać krótkotrwale padające w jakieś miejsce promienie słońca czy fotografować przez brudne szyby przystanków autobusowych. Za świetne prace z tamtego czasu bardzo serdecznie dziękuję Asi, Monice i Sylwii.

Czarno białe lato

Mimo, że było bogate w wiele kolorowych chwil, moje fotografie stały się szare. Sam do końca nie wiem, jak to się stało, ale któregoś dnia pijąc ranną kawę i przeglądając pinteresta zdałem sobie sprawę, że nigdy nie robiłem czarno białych zdjęć. Szybko pojawiła się okazja, po raz drugi spotkałem się z Asią. Tym razem nie w plenerze, a w jej mieszkaniu na zmysłowej sesji kobiecej. Zaznaczyłem z góry, że zdjęcia będą czarno białe (jedno kolorowe tylko wtedy popełniłem). Pozwoliło mi to lepiej kierować uwagę widza na przekaz fotografii, a nie tylko na jej walory kolorystyczne, odkryłem w tym ogromną moc. Szybko się w tym odnalazłem.

Po raz kolejny spotkałem się również z Moniką na dwóch sesjach promujących bieliznę marki Panache. Nauczyłem się przykładać znacznie więcej uwagi do detali ciała, oraz wypełniać nimi kadry. Jestem ogromnie dumny z tych sesji, ponieważ fotografie ukazały się w magazynie Modna Bielizna, czarno biały styl znowu się sprawdził, a ja przekonałem się, że moja otwartość bardzo ulatwia mi kontakt podczas sesji buduarowych. Zacząłem przebudowywać portfolio.

Lato było też bogate w wesela. Nie tylko fotograficznie. Byłem na dwóch weselach moich rodziców, którzy po kilku latach po rozwodze, oboje znaleźli na nowo swoje drugie połówki. Niesamowicie wiele radości sprawiło mi ich szczęście, miałem okazję sfotografować trzęsące się ręce ojca nakładającego obrączkę swojej wybrance, oraz podróżować ponad tysiąc kilometrów w jedną stronę, by usłyszeć “…bis der Tod uns scheidet.” i przekonać się jak bardzo boli głowa po niemieckim, zakrapianym obficie winem, weselu.

Zmysłowo

I tak się zaczęło. Końcem lata postanowiłem, że znacznie zawężę swoją działalność. Koniec z robieniem wszystkiego, a jednocześnie niczego konkretnego. Założyłem działalność gospodarczą i przestałem fotografować. Brzmi paradoksalnie, ale czarno białe zdjęcia pozwoliły mi zobaczyć więcej fotografii w fotografii. Zacząłem patrzeć. Na uczucia, spojrzenia, gesty, mowę ciała. Podczas sesji zacząłem skupiać się nie na samym fotografowaniu, a na rozmowie, kadry przyjdą same. Może nie uwierzycie, ale to działa, mam od tego czasu ze 100GB dowodów, że zdjęcia nie są precyzyjnym ustawieniem światła i ostrości, doborem parametrów, pięknym miejscem czy nieskazitelną urodą. Zrozumiałem też, że nie robię tego tylko dla pieniędzy. Odkąd prowadzę własną firmę (wrzesień) przestałem “brać wszystko, jak leci”. Mój model (modelka najczęściej, nie oszukujmy się) jest moim rozmówcą, a jeśli się nie dogadamy- obie strony będą niezadowolone. I kolejny raz- to działa. Moja firma się rozwija, a modeli zostały dwie grupy- “mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy” i “dzięki za polecenie innego fotografa”.

Samo założenie działaności było dla mnie wielkim krokiem naprzód. Nie zrobiłem tego, by załapać się na jakieś dotacje z Unii, czy urzędu, otwarło mi wiele kanałów oficjalnej promocji oraz pomogło usystematyzować cennik i sprawy finansowe. Teraz pewnie zapytacie “Żyjesz wyłącznie z fotografii?”. Nie, jestem róznież pracownikiem etatowym.

Teraz….

Działalność na szerszą skalę pchnęła mnie do wielu inwestycji. Sprzęt zakupiony w tym roku ogromnie przyczynił się do poprawy jakości moich zdjęć. W tym miejscu muszę również okazać swoją wdzięczność Kasi, która użyczała mi swoich narzędzi (Kasiu, 70-200 jest niezastąpiony). Pracuję więcej, pracuję cały czas. Nad sobą, dla Was. Wieczory spędzam przed komputerem, jednocześnie starając się poświęcać jak najwięcej czasu moim dwóm wspaniałym synom i kochanej żonie. Spełniam się rodzinnie jak i zawodowo, mój starszy syn mówi lepiej po angielsku niż po polsku, a gotowe zdjęcia staram się oddawać w ekspresowym tempie (i tak jeszcze zbyt wolnym, wybaczcie).

Jestem 18 godzin na dobę do Waszej dyspozycji. Wiem, że brzmię w tym momencie jak nolife. Mój kolega Michał trafnie powiedział, że to nie jest nolife. To jest mój life.

Żyję fotografią na codzień, staram się dawać Wam jak najwięcej siebie. Raczkuję serią #retuszw4minuty, jednocześnie poznając tajniki montażu wideo, które coraz bardziej motywują mnie do rozszerzenia swojej działalności o produkcje filmowe. Organizuję minisesje kobiece, by fotografia przestała być “towarem” luksusowym, a zaczęła być niedrogą i piękną pamiątką dla wszystkich.

A jaki będzie 2019? Postanowienia?

Będzie pracowity. Będą sesje buduarowe, będą wesela… Na tym skupię się zawodowo w 2019. Mam też ogromną nadzieję, że 2019 nie minie mi tak szybko jak 2018 i pozwoli mi się realizować, cieszyć pięknymi kadrami i chwilami.

Postanowienia…. Nie ma, są życzenia i nadzieje. Chciałbym utrzymać kontakty, które pozyskałem w tym roku z wspaniałymi ludźmi. Chciałbym tylko by było przynajmniej tak dobrze jak w 2018.

Korzystając z okazji Waszej uwagi, chciałbym życzyć Wam udanego, pełnego sukcesów i szczęścia nadchodzącego roku. Kochani, nie patrzcie na to co było, tylko na to co być może, spełniajcie swoje marzenia i dążcie do swoich celów wytrwale.